BMW X6M50d

Kiedy SUV stał się bardziej cool od prawdziwego twardziela w terenie
Kilka lat temu, gdy patrzyłam na nowe SUV-y, które wypuszcza BMW to wołałam o pomstę do nieba. Wszystkie kanciaste, z małym prześwitem, po którym ciężko było stwierdzić czy ten samochód aby na pewno pokona lekko zabłocony teren. W dodatku producent zamiast powiększać swoje produkty – chociażby gabarytowo – to je zmniejszał. Dziwiłam się, jak można je porównywać do prawdziwych aut terenowych? Najmniejszy model X1. Wymiary pierwszej generacji to niecałe 4,5 metra długości. Gdzie Land Rover Defender – legenda jazdy w terenie – w pierwszej generacji już mierzył ponad 5 metrów. A samochód był produkowany w latach 90-tych ubiegłego wieku. Może dlatego producenci samochodów zaczęli nazywać tego rodzaju pojazdy SUV-ami, czyli autami sportowo-użytkowymi. Tylko pytanie, jak auto, które ma sprawdzać się w terenie będzie sprawdzać się na drodze (asfalcie) i odwrotnie?
Model X6 – kilka rodzai nadwozia połączonych w jedno
Pierwsza generacja BMW X6 została wypuszczona w 2007 roku. Zaprezentowano ją jako SUV Coupe. Widząc ten model zamykałam oczy. Zastanawiałam się jak ludzie mogą kupować takie auto? Nadmuchane z każdej strony, powycinane, zero symetrii i wdzięku, w dodatku ze ściętym tyłem, żeby mogło być nazwane Coupe. Siadając z tyłu komfortowo mogły czuć się tylko niskie osoby, ze względu właśnie na ścięty dach. Dodatkowo był to samochód czteroosobowy, a nie pięcio. Duże wloty powietrza umieszczone w zderzaku miały sugerować, że ten silnik potrzebuje tony chłodnego powietrza, by móc normalnie pracować. Naprawdę? Przecież to nie Lamborghini czy Ferrari, które potrzebują wlotów powietrza do chłodzenia silnika i hamulców, ponieważ mają dużą moc i rozwijają spore prędkości. BMW ma sprawdzać się znakomicie na drodze i w terenie, więc po co mu aż tyle wcięć?
Jeszcze większy i jeszcze bardziej napompowany
BMW jest marką kontrowersyjną i lubi zaskakiwać swoich odbiorców. Wystarczy spojrzeć na model i8. Przypomina pojazd kosmiczny, który wyjechał z jakiegoś planu filmowego science-fiction. Ale dziś nie o nim będę pisać, a o BMW X6M50d. Druga generacja modelu X6 pojawiła się w 2014 roku. Oczywiście jeszcze większa i jeszcze bardziej napompowana. Przypomina trochę takiego napakowanego koksa z siłowni, wiecznie wkurzonego, który najadł się za dużo sterydów.
Zaglądając do środka zobaczymy cyfrowe zegary, tapicerkę wraz z fotelami pokrytą czarną skórą. Wykończenie wnętrza zostało przemyślane. Nie ma tutaj za dużo przycisków. Wszystko znajdziemy na ekranie (bezdotykowym), który możemy obsługiwać za pomocą iDrive. Duża kierownica pozwala na pewny chwyt, który od razu daje poczucie bezpieczeństwa. Patrząc do tyłu (oczywiście dalej przez ścięty dach najlepiej, by podróżowały tam niskie osoby) inżynierowie pomyśleli i dodali trzyosobową, tylną kanapę. Jak dla mnie duży plus, bo po co komu taki potwór, gdzie z tyłu zabierze tylko dwie osoby?

Co dalej?
Wsiadając, podchodziłam do niego bardzo sceptycznie. Nie przekonywał mnie. Miałam wrażenie, że przez swoje gabaryty jest bardzo nieporęczny i mało zwrotny. Odpalając go poczułam jak zaciskają się pasy bezpieczeństwa i fotel dopasowuje się do mojej sylwetki. Byłam zdziwiona, ale było to miłe zaskoczenie. 3-litrowy silnik w trybie komfort o dziwo chodził bardzo cicho i spokojnie jak na diesla. Kolejna rzecz, która była na plus, to prowadzenie tej bestii na drodze. Auto pomimo swoich gabarytów prowadziło się znakomicie. Nie czułam, że waży ponad dwie tony. Z każdym kolejnym przejechanym kilometrem zaczęło przekonywać mnie do siebie. W prowadzeniu zachowywało się jak baletnica. Duża baletnica tańcząca jezioro łabędzie. Wszystko robiło z gracją i elegancją.
By tego wszystkiego było mało, miałam przyjemność prowadzić BMW w pakiecie M. W kolorze czarnym wygląda obłędnie, a zarazem groźnie. Patrząc na nie wiesz, że to nie żarty. Widząc je w lusterku wstecznym nie ma sensu denerwować kierowcy, więc lepiej zjechać na prawy pas. Samochód usportowiony został nie tylko wizualnie – zderzaki, progi, nadkola, felgi, więcej wlotów powietrza, znaczki M – ale zmieniły się również właściwości jezdne. Auto ma napęd na cztery koła, ale to na tylną oś przenoszone jest więcej mocy, by pokazać prawdziwy charakter BMW. Amortyzatory bardzo dobrze zestrojone są z pneumatycznym zawieszeniem tylnej osi. Takie rozwiązanie redukuje drgania i wstrząsy przez co jazda jest jeszcze bardziej komfortowa. W dodatku pozwala to zachować stały prześwit auta (samochód jest dużo bardziej bezpieczniejszy niezależnie od obciążenia i od metody pokonywania zakrętów).

Sport+ w dwutonowym aucie? Czemu nie
W aucie znajdziemy kilka trybów jazdy. Zaczynając od Eco i kończąc na Sport+. Mówię poważnie. Producent umieścił w SUV-ie przycisk Sport+, który nie jest atrapą. Wybierając go dzieje się komputerowa magia. Samochód spina się, zawieszenie staje się twardsze, dźwięk (co prawda podkręcony z głośników) jest wyraźniejszy, ostrzejszy. Wspomaganie kierownicy zostaje zminimalizowane, więc czuć opór przy skrętach. Siedząc w nim wiesz, że to pocisk gotowy do wystrzelenia, który czeka aż naciśniesz spust. W tym wypadku na pedał gazu. 8-mio stopniowa, automatyczna skrzynia biegów specjalnie dłużej trzyma obroty, by zachęcić Cię do wystrzału.
Tylko chwilę się powstrzymywałam. Stanęłam pierwsza na światłach. Uruchomiłam „launch control” (dla niewtajemniczonych jest to kontrolowany start na granicy przyczepności auta). Trzymając wciśnięty jednocześnie gaz z hamulcem czekałam na zielone światło z 3 tysiącami obrotów. Czułam jak auto pomimo wciśniętego hamulca rwie się do przodu. Jak całą swoją moc przekazuje na tylną oś. Zapaliło się upragnione zielone, a ja puściłam pedał hamulca… 381 koni mechanicznych wyrwało do przodu wbijając mnie w fotel ze zdziwioną miną, że tak potrafi. W niewiele ponad 5 sekund osiągnęło setkę. Bardzo szybko przy takich zabawach można stracić prawo jazdy. Wyłączyłam czym prędzej tryb Sport+, by nie kusić losu, chociaż wiedziałam, że jeszcze nie raz go użyję.

Jest to luksusowy SUV, który na drodze sprawuje się znakomicie. Ma bardzo dobre osiągi (5,2 sekundy do 100km/h). Mało kto weźmie go w teren, by sprawdzić jak sobie poradzi. W błotnistym, nizinnym terenie wyciągnie nas z opresji, ale nie brałabym go w skaliste tereny. To auto ma służyć do codziennego poruszania się po drogach, a nie w błocie czy piasku. Jest bardzo wygodny. W trybie komfort idealnie tłumi dziury i nierówności. Przy szybkim pokonywaniu zakrętów napęd xDrive bardzo dobrze rozdziela moc na poszczególne koła, by auto nie wpadło w poślizg.
Dzisiaj, gdy na niego patrzę wzbudza we mnie uśmiech i respekt. W dalszym ciągu nie jestem przekonana do tych wszystkich skosów i mocnych cięć. Ale sama jazda rekompensuje wszystko, bo wiem co potrafi. Wiem, że tylko czeka, aby wybrać tryb Sport+ i dać się zapomnieć. https://youtu.be/0bV_vaLxVeg
Piękne auto i świetnie opisane, super. Szacun dla dziewczyny i jej pasji.
Widziałem to autko z bliska, robi wrażenie. Super tekst 😉