Opel Corsa E Enjoy!

Mały, atrakcyjny hatchback. Tak z wyglądu można opisać Opla Corsę E. Ale czy idealny do poruszania się w mieście?

Jadąc przez miasto można zauważyć ten samochód odziany w różne barwy firm ubezpieczeniowych, restauracji czy policji. Nadwozie tego małego brzdąca łączy elegancję z odrobiną drapieżności, które doskonale widać zwłaszcza w wersjach sportowych OPC i OPC Line – jak dla mnie na plus. Trzeba tylko uważać, ponieważ przód Corsy jest niski i można urwać zderzak na wysokich progach czy krawężnikach.

Podzespoły zapożyczone od siostry

Opel Corsa E w dużym stopniu korzysta z części swojej poprzedniczki – Corsy D. Między innymi podwozie, silniki czy manualna skrzynia biegów Easytronic. Nie wpłynęło to zbytnio dobrze na początku produkcji tego modelu, gdyż pierwsze wersje miały problemy z układem kierowniczym, który występował również u siostry. Na szczęście producent zreflektował się bardzo szybko i w następnych egzemplarzach problem został zniwelowany. Niestety usterką, która pozostała są cewki zapłonowe. Powodują nierówną pracę silnika przy okazji włączając kontrolkę „check engine”.

Zaglądając do środka przymierzanego przeze mnie modelu możemy się zdziwić, ponieważ wnętrze jest dosyć przestronne. Z przodu mamy sporo miejsca, by usiąść wygodnie w fotelach. Przednie fotele pokryte są welurem ze wzorem plastra miodu. Czarny wystrój rozświetlają srebrne elementy umieszczone w kierownicy, w drzwiach i podłokietniku. Dużym plusem w tym aucie jest podgrzewana przednia szyba. W zimie nie musimy stać na mrozie i skrobać. Zegary są duże dzięki czemu łatwo można odczytać z nich prędkość i ilość obrotów. Niestety problem pojawia się, gdy przejdziemy do tyłu, gdyż dorosłe osoby mogą mieć zbyt mało miejsca nad głową i na wysokości kolan. Moim zdaniem producent tego pojazdu dedykował go dla par bezdzietnych albo rodzin z dwójką małych dzieci.

Wersja Enjoy – czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć?

Jak dla mnie tak. Mały brzdąc z wagą lekko ponad jednej tony, który jak na swój benzynowy silnik 1.4 i moc 90 koni mechanicznych jest dość zwinny. Wiadomo, że nie ma co się nastawiać na światłach, bo nie będziemy królami prostej, ale przy szybkim i dobrym starcie można wyprzedzić niejednego Forda Fiestę, VW Polo czy Seata Ibizę. W przymierzanym przeze mnie modelu zastosowano kolor nadwozia Satin Steel Gray i muszę przyznać, że prezentuje się znakomicie. Jadąc nim przez centrum kilka osób zwątpiło czy to aby nie wóz policyjny. Dużym plusem są tutaj reflektory z technologią LED. Szkoda tylko, że w tej wersji i opcji nie można było wybrać lamp z technologią LED i ksenonami. Została tutaj umieszczona zwykła żarówka, która daje białą barwę światła. Połączenie LED-ów ze zwykłymi żarówkami niezbyt do mnie przemawia i dziwię się, że producenci dopuszczają taki wybór. No, ale takie rozwiązanie jest dużo tańsze.

Na rynku jest od 2014 roku. Rozglądając się za tym samochodem możemy wybrać silnik wysokoprężny (diesel), benzynę czy benzynę z instalacją gazową (LPG). Jestem zaskoczona faktem, że producent produkuje silniki z już zamontowaną instalacją gazową. Chociaż ja nigdy bym nie kupiła auta z LPG. Nie ufam takim pojazdom czy aby na pewno ta instalacja jest sprawna. Do jazdy w mieście nie polecam silników diesla. Po pierwsze w Corsie są one mocno awaryjne. Często awarii ulega turbosprężarka czy wtryskiwacze. Po drugie zawierają filtr DPF, który przy krótkich jazdach po mieście nie jest w stanie się wypalić – jak w większości diesli. Dlatego decydując się na motor wysokoprężny rozgrzejmy dobrze silnik –  ale umówmy się – bez katowania auta na zimnym silniku, tylko o powolne rozgrzanie na małych obrotach.

Mieszczuch

Corsa to naprawdę ładne autko. Małe, zgrabne, w dodatku atrakcyjne. Jest zwrotna, możemy nią zaparkować prawie w każdym miejscu. Na pierwszy rzut oka wydaje się nieduża, ale siadając z przodu ma naprawdę sporo miejsca do zaoferowania. A przy okazji pali niewiele, bo w mieście spali nam 6,5 litra. Jak dla mnie idealnie wpisuje się w miejski klimat.