Mercedes V300d AMG Exclusive Long

Mercedes klasa V – powrót po kilkunastu latach. Pierwszy model został wyprodukowany jeszcze w poprzednim wieku – 1996 r. Trzeba było czekać 18 lat, by V-klasa powróciła i pokazała na co ją stać.

Od początku Vany Mercedesa kojarzyły mi się z samochodami zakładów pogrzebowych. Duże, o dostojnym wyglądzie w dodatku w kolorze czarnym – idealny „strój” grabarza. Zresztą większość firm upatrzyło sobie markę Mercedesa, by służył im właśnie do tego celu. Mercedes zaczął reklamować swoje „większe produkty” jako idealny transport do pracy/podróży czy na wycieczki. W końcu, która marka chciałaby być stricte kojarzona z zakładami pogrzebowymi? – żadna.

Powrót do gry

W 2014 roku nastąpił wielki „come back”. Pojawiły się modele V200, V220 i V250. Nowa linia nadwozia, która
w wersji osobowej miała nawiązywać bardziej do aut osobowych, niż transportowych. Pod względem technologicznym V wyprzedzała swoich konkurentów. W opcjonalnym wyposażeniu mogliśmy otrzymać adaptacyjne zawieszenie, które dopasowuje się do rodzaju nawierzchni, ale także do stylów jazdy kierowcy. Wentylowane fotele – wspaniała sprawa podczas upalnych dni i dalekich podróży. Kamera 360 stopni – ułatwiająca manewrowanie. Funkcja rozpoznawania znaków drogowych czy adaptacyjne reflektory LED. Wszystko po to, by jeszcze bardziej kojarzyć się z luksusem i prestiżem. W zależności od wyboru wersji (kompaktowa albo długa) przy zakupie V-klasy mogliśmy otrzymać przestrzeń bagażnika od 610 litrów do 1410, a to wszystko przy rozłożonych fotelach.

Lifting

Po pięciu latach ukazał się odświeżony model V-klasy o oznaczeniu V300d. Samochód przeszedł mały lifting. Zmieniły się zderzaki, wloty powietrza czy atrapa chłodnicy. Mam wrażenie, że te wszystkie zmiany zostały wprowadzone tylko po to, aby dodać mu jeszcze więcej dostojności. By wszyscy dookoła wiedzieli, że to nie jest taki zwykły van do przewożenia ludzi. To samochód, który od samego początku prezentuje najwyższą klasę i elegancję. Jest jak stary, doświadczony kamerdyner, dostojnie ubrany i wykonujący swoją pracę
z oddaniem i gracją.

Rozszerzono paletę kolorów nadwozia, pakiet felg, a także – co być może najważniejsze – dodano mnóstwo funkcji dla pasażerów siedzących z tyłu, by podróż upłynęła jeszcze bardziej komfortowo. Zaglądając do środka widać, że producent nie poszedł na ilość, lecz na jakość. W wersji Exclusive Long AMG dostępne mamy sześć foteli. Dzięki udogodnieniom jakie zaoferowali nam inżynierowie z Mercedesa nawet w dalekiej trasie można się odprężyć i odpocząć. Wszystkie fotele są podgrzewane i mają funkcję aktywnej wentylacji. Tylne siedzenia mogą być ustawiane przodem do kierunku jazdy albo – gdy chcemy poczuć się jak
w prawdziwej limuzynie – tyłem. W samochodzie znajdziemy pełno schowków czy uchwytów na napoje – jest to duży plus zwłaszcza podczas dalekich podróży, ponieważ mamy pewność, że wszystko będziemy mieć pod ręką. Mercedes naprawdę postawił na duży komfort. Fotele są wygodne, a dzięki zmianom różnych odcinków nie cierpi kręgosłup. Powiedziałabym, że wręcz idealnie wpasowuje się w oparcie.

Odpowiedni kolor?

W kolorze czarnym wygląda obłędnie. Duża gwiazda umieszczona w atrapie chłodnicy robi wrażenie. Przeszklony dach pozwala wpuścić więcej światła do środka. Jasne fotele połączone z ciemną tapicerką podkreślają luksus. Z przodu widać elementy wzięte z osobowych modeli, m.in z klasy S. Wyrzucono stare systemy multimedialne i zastąpiono je nowymi, które sprawują się świetnie. Cieszy mnie fakt, iż Mercedes do klasy V dał joystick i pokrętło. Dotykowy ekran tylko rozprasza kierowcę, a poza tym używając go nigdy nie będzie mógł być czysty. Zawsze będą na nim widoczne odbite palce. Wszystko możemy obsługiwać za pomocą przycisków, których – na szczęście – nie jest za dużo i łatwo zapamiętać ich funkcję albo za pomocą wspomnianego już joysticka i pokrętła. W prowadzeniu tego auta nie chodzi o to, by skupiać się na przyciskach, lecz by cieszyć się z jazdy i komfortu jaki nam oferuje.

Model V300d generuje 239 koni mechanicznych. Tyle wystarczy, by żwawo rozbujać to dwutonowe auto. Samochód ma miękkie zawieszenie i przez to pływa w zakrętach. Siedząc z tyłu podczas wykonywania szybkich i nagłych manewrów momentami czułam się jak marionetka, która bezwładnie lata po fotelu. Dlatego wioząc gości trzeba pamiętać, by nie pokonywać zakrętów zbyt szybko.

Czy wszystko jest potrzebne?

Nowoczesne systemy bezpieczeństwa w dużej mierze pomagają kierowcy. Jak dla mnie to nie do końca dobry pomysł. Owszem asystent martwego pola jest bardzo przydatny zwłaszcza, że ten samochód jest duży i ma swoje niewidzialne punkty. Czujnik wiatru, który stabilizuje cały pojazd i nie pozwala, by podmuchy rzucały nim na prawo i lewo też jak najbardziej na plus. Ale czy aktywny asystent utrzymywania odległości od poprzedzającego nas samochodu jest nam potrzebny? Czy funkcja jazdy w korku, dzięki której auto samo jedzie z niedużą prędkością i się zatrzymuje również? Moim zdaniem nie. To nie jest samochód autonomiczny, który z definicji ma robić „wszystko” za kierowcę. Dobrze, że inżynierowie idą za ciągle to nowymi trendami
i ulepszają swoje samochody w najlepsze systemy bezpieczeństwa, ale pamiętajmy, że to do nas należy ostatni ruch w tej całej układance.

Patrząc na nowe klasy V nie mam już skojarzeń z zakładami pogrzebowymi. Te pojazdy przyciągają spojrzenia swoim wyglądem i elegancją, którą emanują. Jest kilka niedociągnięć, nad którymi producent mógłby popracować. Np. Nawigacja często wprowadza w błąd każąc skręcić w ulicę za szybko. Będąc w obcym mieście może to doprowadzić do frustracji kierowcy i pasażerów. 9-cio stopniowa automatyczna skrzynia biegów nie zawsze pracuje tak, jak chcemy. Często reaguje ospale, zabierając sekundy potrzebne do szybkiego wyprzedzenia. Tylko czy to naprawdę duży błąd? Pamiętajmy, że to nie jest samochód sportowy. Tutaj nie liczy się każda milisekunda, by wynik końcowy był jeszcze lepszy. W tym aucie człowiek ma odpoczywać i się relaksować. I moim zdaniem Mercedes właśnie to osiągnął przywracając klasę V do gry. https://www.youtube.com/watch?v=hGr2yH9G2IE